Problematyczna legalizacja

Nic nie wskazuje na to, aby wątpliwości związane z konopiami indyjskimi miały się raptem rozwiać jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Realnie patrząc jesteśmy raczej skazani na bardzo długie i wielopoziomowe dyskusje, które niekoniecznie dadzą nam pozytywne efekty.

Konopie są nielegalne w wielu krajach Europy i świata, a stosunek do nich zmienia się bardzo opornie – szczególnie wśród elit rządzących oraz środowiska wymiaru sprawiedliwości. Z jednej strony ciężko się dziwić kontrowersjom.

Marihuany nie da się rozpatrywać w oderwaniu od jej psychoaktywnych własności, wynikających w zasadzie wyłącznie z obecności w składzie chemicznym związku THC. Mimo że jest to naturalna substancja, wykazuje silne działanie psychoaktywne, a zdaniem wielu ekspertów również silnie uzależniające.

Zagrożenia są konkretne, stąd trudno być zaskoczonym faktem, że w wielu miejscach na świecie nikt nie chce puścić tematu na żywioł. Co innego jednak pełna swoboda, a co innego dozwolony użytek w celach medycznych.

Jednym z koronnych argumentów na rzecz pewnej liberalizacji stosunku do marihuany są naukowo dowiedzione działania lecznicze, które wykazuje ta roślina. Są one najbardziej widoczne w przypadku oleju z konopi indyjskich, który pozbawiony THC staje się w zasadzie czystym lekiem, świetnie wpływającym na organizm chorych na AIDS, padaczkę czy nowotwory.

Jeśli z jakiegoś powodu w wielu krajach na świecie regulacje odnośnie marihuany się zmienią, to przesłanki medyczne mogą mieć kluczowe znaczenie.